Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘chrześcijaństwo’

Zbrodnie przeciw Indii: chrońmy jej starożytną wedyjską tradycję.
1000 lat ataków na hinduizm; jak temu zaradzić?

[tyt. oryg. Crimes Against India: and the Need to Protect its Ancient Vedic Tradition]
Autor: Stephen Knapp

Recenzja – Dr David Frawley

harvesting_souls_of_indiaHinduistyczni guru w większym stopniu niż inni nauczyciele religijni świata starają odkryć leżącą u podłoża jedność religii i tym samym przyczynić się do powstania pokojowej ludzkości. Jednak mimo że hinduistyczni guru nawoływali i nawołują o szacunek dla wszystkich religii, przywódcy innych religii nie odpowiedzieli tym samym i nie okazują żadnego wyrazu szacunku dla hinduizmu. Zamiast tego, nadal promują swoje programy misjonarskie i plany nawrócenia Indii na ich wierzenia.

Dlaczego hinduizm nadal jest takim celem misjonarzy i ich mediów? Odpowiedź jest naprawdę prosta. Hinduizm jest największą religią nie nawracającą i nie uprawiającą prozelityzmu, przez co staje się wdzięcznym celem dla misjonarzy. Hinduizm nie stara się nawrócić czy podbić świat, powodowany jakimiś wrogimi przekonaniami. To jego otwartość czyni go łatwym celem do nawracania.

Po chrześcijaństwie i islamie, hinduizm jest największą religią świata i największą religią nie-semicką. India, gdzie mieszka większość Hindusów, posiada najbardziej otwarte prawodawstwo, które pozwala na operowanie w niej zagranicznych grup religijnych. W Chinach czy krajach islamskich, misjonarze nie mają właściwie prawa działać, lecz w Indiach są tolerowani, respektowani i otrzymują możliwość swobodnej działalności. Ponieważ zaś chrześcijaństwo, zwłaszcza w Europie, jest w odwrocie, musi znajdować nowych wyznawców. India jest jednym z głównych takich miejsc, zwłaszcza że stosunkowo duży procent nawróconych jest gotowa zostawać księżmi i zakonnicami. Papież Jan Paweł II podczas wizyty w Indiach wprost powiedział o szukaniu w Azji, a szczególnie w Indii, „bogatych żniw dusz w trzecim tysiącleciu”.

Jednak większość Hindusów nie jest świadoma, że „oblężenie hinduizmu” ma miejsce. To nie słabnące zjawisko jest częścią wielonarodowego biznesu misjonarskiego. W tym kontekście, książka Stephena Knappa Zbrodnie przeciw Indii: chrońmy jej starożytną wedyjską tradycję jest bardzo dobrze napisana, udokumentowana i bardzo na czasie. Autor bardzo jasno pokazuje, że oblężenie hinduizmu mam miejsce odkąd pierwsze islamskie armie oraz chrześcijańscy misjonarze pojawili się w Indii i opisuje jego różnorodne formy – przemoc, podstęp i pseudo-działalność charytatywną.

Ludobójstwo Żydów z rąk nazistów jest światu szeroko znane, ale o wiele większe i wielowiekowe ludobójstwo Hindusów z rąk agresora islamskiego jest ledwie zauważane. Nawet ludobójstwo podczas wojny w Bangladeszu w 1971r, gdzie wśród kilku milionów ofiar większośc stanowili Hindusi, nie jest uznawane za ludobójstwo. Świat zna historię Inkwizycji, palenia czarownic w Europie czy ludobójstwa Indian z rąk agresora chrześcijańskiego, lecz nie zdaje sobie sprawy, że podobne rzeczy działy się w Indiach, na przykład w Goa. Książka Stephena Knappa wypełnia te luki i pokazuje związki między tymi wydarzeniami.

Co więcej, świat nie jest świadom, że w Indii chrześcijanie nadal stosowane są taktyki nawracania, które budzą duże wątpliwości, jak na przykład kupowanie nowych wyznawców. Stawki zmieniają się, zależnie od rynku, ale na południu Indii wynosi ona obecnie około 20 tysięcy rupii. Świat nie wie, że amerykańscy ewangelicy (religijna prawica, która wyniosła Georga Busha do władzy) z Jerzym Falwell’em i Patem Robertsonem, stoją na czele działań misjonarskich i budowania kościołów w Indii Południowej, na co z zagranicy płyną miliardy dolarów.

Jednak książka Stephena Knappa nie powstała jedynie po to, aby uświadomić nam tę napaść na hinduizm i związane z nią niebezpieczeństwa. Autor idzie dalej i pokazuje, w jaki sposób dharma hinduizmu może zostać przywrócona, lepiej przedstawiana, skuteczniej komunikowana i dzielona z szeroką społecznością świata, który coraz bardziej docenia hinduistyczne nauki jogi, wedanty i szacunku dla przyrody. Autor dokumentuje renesans hinduizmu oraz współczesny ruch hinduistyczny, który, choć wciąż mały, szybko rośnie, będąc odpowiedzią hinduizmu na oczernianie jego starożytnych tradycji. Pokazuje także, że Hindusi nie reagują na to przez stawanie się kolejną nietolerancyjną, ekskluzywistyczną sektą misjonarską. Raczej organizują się w kategoriach nauczania, służby i duchowych praktyk.

Książka jest bardzo warta przeczytania. Da otwartemu czytelnikowi możliwość zapoznania się hinduistycznym stanowiskiem w milenijnej debacie o religii, która jak dotąd w małym stopniu uwzględniała hinduistyczny punkt widzenia. Fakt, że autor jest hinduistą pochodzącym z Zachodu, czyni jego pracę bardziej wiarygodną i przekonującą. Autor nie broni po prostu tradycji, w której się urodził, lecz tradycję, którą przyjął powodowany głębokim duchowym przekonaniem i wewnętrznym doświadczeniem.
Można żywić nadzieję, że czytelnicy w Indii wysłuchają jego głosu, a ci spoza Indii zauważą trudną sytuację hinduizmu, będącego ofiarą pewnej formy opresji. Religijne mniejszości, w skali świata, nadal cierpią opresję ze strony większości religijnych, które od dawna uzbrojone są w petrodolary, wysoką technologię i kontrolę mediów. Jednak, jak pokazano w tej książce, rzeczy zaczynają przyjmować inny kierunek.

Reklamy

Read Full Post »

autor: Pradip Śarma (historyk i socjolog)
Jesus_Christ_and_Krishna

Podczas jednej z niedawnych wizyt w świątyni ISKCONu rozmawiałem z jednym z uczniów Śrila Bhaktivedanta Swami Prabhupada o dialogu międzyreligijnym, a szczególnie o dialogu z chrześcijanami i włączaniem myśli i praktyk chrześcijańskich do Świadomości Kryszny. Odczuwałem szacunek, jaki powinienem odczuwać wobec starszego wielbiciela, ale jednocześnie zauważyłem, że ta rozmowa zaczęła mnie drażnić. Moje wykształcenie akademickie historyka podsuwało mi myśli, które kazały mi się zastanowić nad tym, co właściwie zwolennicy doktryny Miłości do Boga przedstawionej przez Śri Czejtanję Mahaprabhu mogliby chcieć zyskać z dialogu międzyreligijnego z chrześcijaństwem? Niewiele, jeśli w ogóle cokolwiek, pomyślałem.

Chociaż chrześcijaństwu udało się zaciągnąć kurtynę kłamstwa na oczy świata bajką o Jezusie, czy waisznawowie powinni na to pozwolić i nie przejrzeć takiego oszustwa?

Podczas ostatnich kilku tygodni zrozumiałem, że goudija waisznawowie (wisznuici), zarówno Hindusi, jak i zachodni, mają bardzo nikłą wiedzę o historii chrześcijaństwa, jego źródeł i działań współczesnych.

Chrześcijaństwo, jakie znamy, jest odgałęzieniem judaizmu, które powstało około 35r A.D. pod zarządem Pawła i później, w IVw n.e., uzyskało znaczącą władzę polityczną pod patronatem rzymskiego cesarza Konstantyna.

W pierwszych wiekach n.e. Jezus był uważany za ludzką istotę, człowieka, który jak wielu przed nim i współczesnych mu, pojawił się, aby spełnić mesjanistyczną przepowiednię wyprowadzenia ludu żydowskiego z politycznej niewoli. Jednak Paweł nalegał na podniesienie Jezusa do boskiej rangi i nauczał, że Jezus był synem Boga lub Samym Bogiem.

Przed Pawłem, koncepcja boskości Jezusa nie była powszechna wśród oryginalnych Apostołów. Paweł chciał również nauczać gojów (nie-żydów), podczas gdy Jezus sam miał powiedzieć, że przybył jedynie dla Żydów. Oryginalni apostołowie przestrzegali tego, aż do wkroczenia na scenę Pawła, który ostatecznie wystąpił przeciwko prawom Mojżesza i nauczał, iż nie ma potrzeby podążania za nimi. Apostołowie udzielić mu mieli za to reprymendy, a on, w akcie buntu, ustanowił swą własną sektę, która potem stała się standardem dla chrześcijaństwa. Doktryna Pawła umieściła wiarę ponad pracą. Oznacza to, że według Pawła nie ma potrzeby przestrzegania prawa żydowskiego, trzeba jedynie wierzyć w Jezusa. Od tamtego czasu chrześcijaństwo stało się doktryną zbawienia przez Jezusa – nie poszukiwaniem prawdy, wiedzy, czy metody osiągnięcia prawdy i wiedzy o Bogu innej niż przez Jezusa.

Zaznaczyć również należy, że wcześni chrześcijanie nie nazywali siebie „chrześcijanami”. Tak naprawdę stanowili mniejszość wewnątrz społeczności żydowskiej, których nazywano nazareńczykami i którzy utrzymywali, że to Jezus jest mesjaszem Żydów, czyli Chrystusem, ale oni sami nie nazywali się chrześcijanami, aż do czasów Pawła.

Można zapytać jakiegokolwiek żydowskiego uczonego, aby uzyskać informację, że Jezus (jeśli w ogóle istniał), był Żydem, który ściśle przestrzegał prawa Mojżesza, a chrześcijańska doktryna jest herezją żydowską, która powstała wraz z Pawłem w 35r n.e.

Doktryna samych Żydów czerpała wiele z nauk Zaratusztry, kiedy przez prawie dwa wieki żyli pod rządami teokracji zaratusztrańskiej w Babiloni. Zaratusztranie są wygnanym kultem braminicznym. Ich przywódcą był Zaratusztra, który nie akceptując porażki z rąk Riszi Vasziszty, uciekł z Indii w czasach starożytnych i ustanowił własne, monoteistyczne prawa religijne, zwane zaratusztranizmem, gdzie czci się Ahura Mazda i Mitrę. Korzenie zaratusztranizmu udokumentowane są w Rig Wedzie (wersy 7.1.7. 7.9.6, 10.80.3) oraz w Bhaviśya Puranie (Pratisarga Khanda, Rozdz. 129-130). Sam Riszi Vasziszta jest wspomniany w piśmie zaratusztrańskim, Zend Avesta.

Od czasów Riszi Vasziszty do Zaratusztran w Persji i Żydów w czasach przed-chrześcijańskich, istnieją różnorodne historyczne odnośniki, które potwierdzają autentyczność ich religii i ich założycieli, ale kiedy wkraczamy w ‘erę chrześcijańską’, nie istnieje żadne autorytatywnie potwierdzone stwierdzenie, że historyczny Jezus kiedykolwiek istniał. Fakt jego istnienia nigdy nie został zweryfikowany przez jakiekolwiek źródła historyczne, czy to kościelne czy świeckie. Jest to naprawdę zastanawiające, że nie istnieją żadne zapiski historyczne o Jezusie, wziąwszy pod uwagę, że Jeruzalem tamtych czasów było rajem dla historyków i skrybów. Chociaż Biblia (skompilowana wieki po Jezusie i stanowiąca główny zapis o nim) mówi o tysiącach ludzi podążających za Jezusem, wydarzenia takie nie są wspomniane w żadnej ze starych kronik Jeruzalem, czy to lokalnej czy rzymskiej.

Używając słów papieża Leona X z XVI wieku: „Jakże korzystna jest dla nas i dla naszego towarzystwa ta bajka o Jezusie.” Do dnia dzisiejszego nie ma nadal żadnego dowodu istnienia historycznego Jezusa. Mówiąc ściśle, Jezus nadal pozostaje kultem bajkowym, dlatego też wyznawcy od wieków nie czerpią więcej korzyści duchowych niż współcześni wyznawcy Ayappy w Kerali. Żadna z tych osób, ani Ayappa (nie wspomniany nigdzie w literaturze wedyjskiej i puranicznej), ani Jezus (nie wspomniany nigdzie w literaturze żydowskiej czy rzymskiej), tak naprawdę nie istnieli. Pomimo że ludzie pokładają wiarę w te nierzeczywiste osoby, nie osiągają oni duchowych korzyści, ponieważ wiara musi być pokładana w czymś rzeczywistym, a nie na pogłoskach czy mitach.

Okazuje się, że z powodu braku realnego Jezusa i kazań czy cudów przez niego spełnianych, wszelkie aspekty doktryny chrześcijańskiej zostały zapożyczone z judaizmu, zaratusztranizmu, Greków, Egipcjan, a nawet wisznuizmu. Dotyczy to, co można zweryfikować, każdego punktu doktryny chrześcijańskiej i spuścizny pozostawionej przez uczniów Jezusa, każdego wygłoszonego przez Jezusa kazania, czy cudu, który miał spełnić. Dosłownie nic w chrześcijaństwie nie jest oryginalne czy autentyczne.

Wszystko w nim jest fabrykacją, składanką z części innych kulturowych i duchowych tradycji. Czegóż więc innego niż sztuki brudnej polityki i oszustw mieliby się wielbiciele Śri Czejtanji Mahaprabhu nauczyć od tzw. chrześcijan? (więcej na ten temat w: http://www.askwhy.co.uk)

W XIX i XX wieku miała miejsce wśród uczonych międzynarodowa debata pt. „Teoria Zapożyczenia”. Teoria ta sugerowała, że czczenie Vasudeva Kryszny zostało zapożyczone z chrześcijaństwa. Bramini Indii niewiele wnieśli do tej debaty, ale dzięki uczciwym badaniom małej grupki zachodnich archeologów i historyków, kwestia ta została ostatecznie rozstrzygnięta w 1908r stwierdzeniem, że kult Vasuseva Kryszny jest wcześniejszy od kultu Jezusa, i w tym momencie temat „Teorii Zapożyczenia” został zarzucony.

Podczas ery Teorii Zapożyczenia, między waisznawizmem a chrześcijaństwem odkryto wiele podobieństw, które miały stanowić podstawy do ustanowienia chrześcijaństwa jako korzeni waisznawizmu, ale kiedy ta próba nie powiodła się, nikt nie podjął się wysunięcia odwrotnej sugestii, że prawdopodobnie to chrześcijaństwo zapożyczało nauki od waisznawizmu, co w rzeczywistości miało miejsce (więcej informacji na ten temat w: http://www.atributetohinduism.com/dwaraka).

Nikt w Indiach nie przedstawił światowej społeczności intelektualnej takiego wyzwania, ponieważ, jak kiedyś powiedział Aurobindo, „Hindusi zapomnieli, jak się myśli.”

Interesującą kwestią dotyczącą chrześcijaństwa jest fakt, że chociaż słyszymy, jak to jest ono doktryną miłości i miłosierdzia, nauczanego przez ich zbawiciela, nie istnieje właściwie taki czas w historii chrześcijaństwa, ani miejsce w chrześcijańskim świecie, gdzie ukazany byłby przykład takiej miłości i miłosierdzia. Wręcz przeciwnie, od powstania chrześcijaństwa do czasów obecnych chrześcijanie pozostawiają po sobie szlak znaczony krwią i terrorem, gdziekolwiek w świat się udawali.

Historia mówi, że wcześni chrześcijanie byli sami prześladowani przez Rzymian za swą działalność polityczną (nie za swoje przekonania religijne), ale kiedy karty się odwróciły i chrześcijanie urośli w siłę, bez straty chwili i bez wahania zaczęli prześladować wszystkich, którzy wyznawali inną niż chrześcijańska, doktrynę – nawet członków własnej społeczności.

Kiedy chrześcijanie dokonali już czystki w Imperium Rzymskim z tego, co nazywali praktykami pogańskimi (z których wiele miało wedyjskie korzenie), Europa wkroczyła w Ciemne Wieki i pozostała w ciemności aż do czasu, kiedy w 1486 roku pojawił się w Indiach Śri Czejtanja Mahaprabhu, co w Europie spowodowało początek okresu Renesansu. Wtedy też powstał Kościół Protestancki, który niestety nie poczynał sobie wcale lepiej niż katolicki.

Chrześcijańska droga znaczona przelewem krwi i terrorem zaczęła się w czasach Cesarza Kostantynusa, syna Cesarza Konstantyna, kiedy to liczne mniejszości ‘chrześcijańskie’ torturowano i wymordowywano za swoją wiarę w reinkarnację i wegetarianizm (doktryny zapożyczone ze Wschodu). Przelew krwi i prześladowania trwały z niesłabnącą siła w świecie chrześcijańskim aż do czasów współczesnych. W roku 1560 A.D, na bezpośredni rozkaz św.Francisa Xaviera, rozpoczęto Inkwizycję w Indiach, która trwała aż do 1812r A.D i pochłonęła ponad 2000 ludzi, którzy spłonęli na stosach; wszyscy w imię krzyża. Smutnym faktem pozostaje, że historia Inkwizycji w Indiach jest częścią historii, której uznania odmawia świecka edukacja Indii, pozostająca pod ogromnym wpływem chrześcijaństwa.

Podczas trwania portugalskiej okupacji w Indiach, zyskał tam popularność również mit świętego Tomasza. Według legendy, święty Tomasz Apostoł w roku 52 A.D wylądował w Craganore na Wybrzeżu Malabarskim i ustanowił pierwszy kościół, później znany jako Kościół Syryjski. W roku 68 św. Tomasz został podobno zabity śmiercią męczeńską niedaleko obecnego Chennai, czyli Madrasu. Wielki kościół katedralny mieści obecnie swych piwnicach pozostałości św. Tomasza. Ta historia św. Tomasza nie została ani zweryfikowana, ani potwierdzona przez Watykan, ale używana jest jednak jako potężny instrument dla nawracania Hindusów na chrześcijaństwo, katolickie lub protestanckie (więcej informacji na ten temat w: http://www.hamsa.org)

W owej katedrze św. Tomasza w Chennai (Bazylika Katedralna Santhome) wisi również obraz przedstawiający modlącego się św. Tomasza w chwili, gdy jest zabijany włócznią przez bramina-waisznawę z linii Ramanuja, na którego czole widnieje znak tilaka Wisznu. I znowu nasi bramini w Indiach siedzą bezczynnie, nie myśląc i nie mówiąc nic na temat tej fałszywej propagandzie, która sugeruje wprost, że św. Tomasz został zabity przez śriwisznuitę. W rzeczywistości, śriwisznuici i ich tilak nie pojawili się w historii aż do XI wieku n.e.

Ta, jak i pozostała propaganda chrześcijańska, oparta na kłamstwach i fałszu, przeszły przez świat przez dwadzieścia wieków, nie napotkawszy na odpór. Skutkiem tego jest fakt, że duża część populacji świata, a nawet spora populacja w Indiach, pozostaje obecnie pod wpływem tej chrześcijańskiej herezji. Ale naprawdę rozczarowujące jest, kiedy widzimy autentycznych waisznawów, którzy padają ofiarą tej herezji.

Kościoły chrześcijańskie posiadają plan na następne sto lat, który opracowano celem nawrócenia całych Indii i innych części Azji na chrześcijaństwo. W ramach tego planu chrześcijanie już kontrolują dużą ilość instytucji edukacyjnych w Indiach, a także zyskały potężny wpływ na media indyjskie. Obecnie istnieją 24 miliony chrześcijan w Indiach. Jedna trzecia populacji Goa to chrześcijanie. Jedna czwarta Kerali jest chrześcijańska, a chrześcijaństwo przeważa w stanach Nagaland i Mizoram na północnym wschodzie. Połowa chrześcijan w Indiach to katolicy, a pozostałą część stanowią członkowie różnych kościołów protestanckich.

To, co się ma obecnie miejsce, to fakt, że w imię dialogu między-religijnego niedoinformowani wielbiciele mimowolnie pomagają współczesnej krucjacie chrześcijaństwa przeciwko wisznuizmowi.

W jakimkolwiek produktywnym dialogu z chrześcijaninem powinno zostać silnie zademonstrowane, że jakakolwiek wartościowa nauka znajduje się w chrześcijaństwie, istnieje też w naukach Śri Czejtanji Mahaprabhu, z tą przewagą, że nauki Mahaprabhu są o wiele szersze i bezpośrednie.

Na nieszczęście, bramini Indii w większej części stali się duchowymi eunuchami i są bezużyteczni dla celów propagowania, obrony, czy nawet utrzymania kultury wedyjskiej, podczas gdy ich odpowiednich, – zachodnie społeczności wisznuickie- w imię szerokiego nauczania, coraz bardziej się ‘rozwadniają’ poprzez mieszanie nauk Świadomości Kryszny z chrześcijaństwem czy buddyzmem itp. Jeśli ten trend się utrzyma, wtedy na nieszczęście zachodnie społeczności wisznuickie ostatecznie staną się nie bardziej użyteczni dla Ruchu Sankirtana Śri Czejtanji Mahaprabhu niż nasi indyjscy bramini-impotenci.

Read Full Post »

autor:Francois Gautier
Dziennikarz i korespondent gazety Le Figaro
Jesus jogi
The Indian Express, 20 listopada, 2000

Jezus był wielkim awatarem Miłości w historii ludzkości, a jego przekaz miłosierdzia, dobroczynności, dbania o innych, ma obecnie nawet większe znaczenie w obecnej, szybkiej i bezlitosnej cywilizacji niż 20 wieków temu, kiedy ludzie byli o wiele prostsi i żyli bliżej Natury.
Istnieją dzisiaj chrześcijanie, którzy starają się wprowadzać w życie nauki Chrystusa w chichy i nie narzucający się innym sposób. Nawet wśród misjonarzy chrześcijańskich w Indiach można znaleźć takich, którzy zajmują się najbiedniejszymi szanując przy tym ich kulturę. Takim rzadkim przykładem jest o. Ceyrac, jezuita, który od 60 lat żyje w Chenai, biegle mówi językiem tamilskim i często cytuje Upaniszady.

Niestety, od zarania chrześcijaństwie religię tę toczy choroba ekskluzywizmu, poczucia wyłącznego posiadania praw autorskich na Boga. Ten ekskluzywizm, to przekonanie wśród chrześcijan, że „oto my jesteśmy jedyną prawdziwą religią, a wszyscy inni bogowie są fałszywymi bogami”, miała i ma nadal krwawe, katastrofalne dla ludzkości konsekwencje – miliony ludzi zostało zabitych w imię Chrystusa, całe cywilizacje i narody zostały starte z powierzchni ziemi w imię „dania im słowa Bożego”. Chrześcijanie mordowali zresztą nie tylko obcych, ale także jak dzikusy zabijali swoich współbraci w Jezusie.

Można by mieć nadzieję, że ta nietolerancja, ten fanatyczny i militarny pęd do nawracania (siłą, oszustwem lub inaczej) ‘pogan’ na wiarę w tego „prawdziwego” Boga już nie istnieją w tym nowym milenium „oświecenia”. Tak niestety nie jest. Od prawie trzech wieków Indie są celem potężnego pędu do nawracania. Obecnie to zjawisko nawet narasta, gdyż chrześcijaństwo chwieje się na Zachodzie, do kościołów chodzi coraz mniej osób, a niewiele młodych ludzi chce zostawać księżmi czy zakonnicami. Z tego powodu kościoły chrześcijańskie szukają nowych wyznawców w trzecim świecie, a zwłaszcza w Indiach, gdzie ludzie posiadają tak głęboką, wrodzoną skłonność do religijności i duchowości. Papież posunął się nawet do nazwania tego tysiąclecia „Tysiącleciem ewangelizacji Azji”. I to właśnie w północno-wschodnich Indiach ta ewangelizacja osiąga największy sukces, ponieważ tamtejsi ludzie to proste, biedne i niewykształcone społeczności plemienne, które są łatwymi ofiarami werbunku.

Kiedy Indie odzyskały niepodległość, w stanie Tripura na przykład nie było żadnych chrześcijan, królem stanu był hinduista, a w całym kraju stały niezliczone świątynie. Jednak od 1950r. chrześcijańscy misjonarze (z błogosławieństwem Nehru) udali się w głąb lasów Tripura i zaczęli nawracać lud Kuki. Obecnie, według oficjalnych danych, w Tripura jest 120 tysięcy chrześcijan, co stanowi 90%-owy wzrost od roku 1991. Dane dotyczące stanu Arunachal Pradesh są nawet bardziej uderzające – w 1961r było tam tylko 1710 chrześcijan, a obecnie jest ich 115 tysięcy i zbudowano ponad 700 kościołów! Ilość pieniędzy przekazywana przez chrześcijan z zagranicy jest oszałamiająca – szkoła św. Pawła w Tripura, otrzymuje na przykład co semestr 8 milionów rupii dofinansowania. Która hinduistyczna szkoła może temu dorównać? Żaden kraj na świecie nie pozwoliłby na coś takiego. Francja, dla przykładu, posiada pełne ministerstwo zajmujące się ściganiem ‘sekt’, przez co rozumiane jest wszystko, co nie należy do wielkiej chrześcijańskiej rodziny, a szczególnie już, gdy posiada hinduistyczny, ‘pogański’ wydźwięk.

Czy nie jest także dziwne, że wiele działających w płn-wsch Indiach separatystycznych ruchów terrorystycznych, jak Mizo czy Bodo, nie tylko jest zdominowanych przez chrześcijan, ale także czasem funkcjonują dzięki ukrywanemu wsparciu misjonarzy chrześcijańskich? Dla przykładu, wywiad stanu Tripura posiada dowody, że chrześcijańskie szkoły Don Bosco (które są wszędzie na tym terenie) udzielają w nocy schronienia ekstremistom. Jednak marksistowski rząd stanu Tripura woli przymykać na to oko, ponieważ w Indiach komuniści działają dla swojego własnego, egoistycznego celu współpracując ręka w rękę z chrześcijanami. Czy zwykły człowiek w Indiach wie, że ścisła współpraca separatystami a kościołem jest tak silna w stanie Tripura i Assam, że są tam niszczone świątynie hinduistyczne i buddyjskie, że hinduiści boją się praktykować swoją religię (z wyjątkiem jeszcze bezpiecznych przyczółków jak Agartala), że hinduistyczni pracownicy społeczni, w odróżnieniu od chrześcijańskich, boją się udawać na tereny wiejskie i leśne? Jednak codziennie budowane są tam chrześcijańskie kościoły, a co tydzień otwierana jest nowa chrześcijańska szkoła, bez żadnej obawy ataków ze strony terrorystów. Czy w taki sposób powinno się traktować kraj, który od dawnych czasów, już w I wieku n.e., udzielał gościny chrześcijanom i dawał wolność organizowania społeczności chrześcijańskich?

Nie chodzi tylko o to, że nawracanie na chrześcijaństwo odbywa się poprzez nie-etyczne metody werbunkowe, ale o to, że jest ono zagrożeniem dla całych kultur, dla całego sposobu życia społeczności, że niszczy wiekowe tradycje, zwyczaje i mądrość. Chrześcijaństwo w Indiach wpaja ludziom pogardę dla własnej religii i uwielbienie dla kultury zachodniej, która jest im obca i przynosi katastrofalne rezultaty. Największy problem narkotyków, rozwiązłości czy alkoholu w Indiach istnieje właśnie w północno-wschodnich Indiach, odkąd teren ten stał się chrześcijański.
Już czas, aby Hindusi otworzyli oczy i zobaczyli, jakim zagrożeniem jest chrześcijańskie nawracanie. Argument (wysuwany głównie przez ‘świeckich’ intelektualistów), że w Indiach jest tylko 3% chrześcijan i dlatego nie mogą stanowić zagrożenia, jest całkowicie błędny – wpływ, jaki chrześcijanie mają w Indiach za pośrednictwem ich szkół, szpitali oraz gigantycznych pieniędzy, jaki płyną z zagranicy na nawracanie Hindusów, jest totalnie nieproporcjonalny do procentowej ilości wyznawców.

Czy przekaz Chrystusa to przekaz Miłości, szanowania innych kultur i wiar, czy też przekaz przemocy, oszustwa i nie-etycznego nawracania w jego imię?

Read Full Post »